Echogram odtworzony z pliku demo aplikacji Erchang Sonar, 360 kolumn po 120 pomiarow

O czym zapomniał Ci powiedzieć sprzedawca #4 – czyli dlaczego Erchang każe wybierać: ikonki ryb albo obraz toni

To czwarta część serii, w której sprawdzam, ile z tego, co widzisz na ekranie echosondy, jest pomiarem, a ile rysunkiem. W poprzednim odcinku bezimienna czarna kula XJ02B okazała się sprzętem, który wysyła prawdziwy przekrój echa, tylko że zbyt gruby, żeby cokolwiek na nim ocenić, a aplikacja i tak domyślnie rysuje dno z obrazka.

Dziś Erchang XF07C i XF07W: kula wielkości pomarańczy, 90 gramów, w wersji Bluetooth albo Wi-Fi, obsługiwana aplikacją Erchang Sonar. Na pudełku dwie częstotliwości, 125 kHz ze stożkiem 45 stopni i 330 kHz ze stożkiem 14 stopni, oraz zasięg głębokości 60 metrów. To najwyższa półka wśród tanich kul sonarowych i pierwsza z opisywanych, która obiecuje coś, czego tamte nie miały.

W poprzednim odcinku obiecałem, że sprawdzę, czy ta rodzina sond naprawdę ma dwie częstotliwości. Ma. Naprawdę. I to nie jedyna niespodzianka, bo Erchang jest pierwszą sondą z tego cyklu, która rysuje echogram z prawdziwego pomiaru, a nie z obrazka. Tylko że w ustawieniach fabrycznych sam ten pomiar wyciera z ekranu, żeby zrobić miejsce na ikonki ryb, i właśnie to jest tematem tego odcinka.

Erchang wysyła 140 bajtów, a w środku jest 120 prawdziwych pomiarów echa

Ramka danych ma stałą długość 140 bajtów i przychodzi około sześć razy na sekundę, tak samo jak w kuli z poprzedniego odcinka. To ten sam format, którym posługuje się cała rodzina tanich chińskich fishfinderów.

  • 120 bajtów to kolejne pomiary głośności echa, od powierzchni do zadanej głębokości
  • 2 bajty to głębokość, w dziesiątych częściach stopy
  • 2 bajty to temperatura, w dziesiątych stopnia Fahrenheita
  • 3 bajty to gotowy werdykt sondy: głębokość celu i jego rozmiar w skali od 1 do 3
  • 1 bajt mówi, którym torem nadawczym poszedł ten konkretny ping, i to jest nowość wobec poprzednich sond
  • reszta to znaczniki początku i końca, poziom baterii, bieżący zasięg i suma kontrolna

Rozmowa jest taktowana przez sondę, nie przez telefon. Na każdą poprawną ramkę aplikacja odpowiada krótką, dziesięciobajtową ramką nastaw: filtr szumu, czułość, lampka wabiąca, zakres i wybór toru nadawczego. Telefon sam z siebie nie inicjuje niczego poza pierwszym pakietem nawiązującym połączenie.

W środku sonda liczy po amerykańsku, a przeliczenie na metry i stopnie Celsjusza robi dopiero aplikacja. Dla porządku: metry = odczyt razy 0,0305, a stopnie Celsjusza = (odczyt minus 320) podzielone przez 18.

Dwie częstotliwości to nie chwyt marketingowy – Erchang ma dwa osobne nadajniki

W tanim sprzęcie deklaracja dwóch częstotliwości bywa zwykłą etykietką: ten sam nadajnik, ta sama praca, inna ikonka na ekranie. Tutaj tak nie jest.

Erchang ma dwa osobne układy nadawcze, każdy z własnym torem odbiorczym. Pierwszy wystukuje impuls trwający 382 takty procesora, drugi 144. Przy zegarze 48 MHz daje to 125,65 kHz i 333,33 kHz, czyli dokładnie to, co obiecuje karta katalogowa. Sonda prowadzi nawet osobną kolejkę wykrytych ryb dla każdego toru.

Nadaje zawsze jednym torem naraz. Bajt w ramce nastaw wybiera który: 0 to szeroki 125 kHz na stałe, 1 to wąski 330 kHz na stałe, a 2 to tryb automatyczny, w którym sonda przeskakuje sama, według własnego licznika, a nie na Twoje życzenie: po pięciu kolejnych spełnieniach warunku wchodzi na wąski i wraca po dwustu tyknięciach.

Co realnie daje wąski tor 330 kHz

Parametr125 kHz (45 stopni)330 kHz (14 stopni)
Strefa martwa tuż pod sondą, 5 m wody13 cm4,8 cm
Koło niepewności na 5 metrach4,1 m1,2 m
Koło niepewności na 10 metrach8,3 m2,5 m
Do czego służyprzeszukiwanie, duże pole widzeniaprecyzyjne wskazanie, rozdzielczość
Koło niepewności to średnica obszaru, jaki sonda oświetla na danej głębokości. Cel widoczny na ekranie jest gdzieś w tym kole i nie wiesz gdzie.

Wąski tor to trzykrotnie mniejsza niepewność w poziomie i trzykrotnie mniejsza strefa martwa. W pionie nie zmienia się nic, bo plasterków dalej jest 120 na cały zakres.

Cena za to jest fizyczna i nie da się jej obejść: wyższa częstotliwość szybciej gaśnie w wodzie i oświetla mniejszy kawałek dna, więc wąskim torem trzeba precyzyjniej trafić w miejsce. Sensowny schemat pracy jest więc taki: szukasz szerokim, oglądasz wąskim.

Liczby producenta są tu zresztą spójne z fizyką, w odróżnieniu od kul deklarujących 90 stopni przy 125 kHz, gdzie wychodzi przetwornik mniejszy od nadawanej fali. Przy 125 kHz i 45 stopniach wychodzi element rzędu 15 mm, przy 330 kHz i 14 stopniach rzędu 18 mm. Oba mieszczą się w kuli 68 mm.

Sto dwadzieścia plasterków na każdą głębokość, czyli dlaczego przy dziewięciu metrach obraz traci połowę szczegółu

Sonda zawsze kroi słup wody na 120 plasterków, niezależnie od tego, czy wody jest trzy metry czy sześćdziesiąt. W ramce nie ma ani jednego pola, które by tę liczbę deklarowało. Zawsze 120.

Zakres przełącza sama, skokowo, po drabinie 3, 6, 9, 18, 27, 37, 46 i 61 metrów. Im większy zakres, tym grubszy plasterek, bo tych samych 120 kawałków trzeba rozłożyć na dłuższy odcinek.

Głębokość wodyZakres, na jaki przeskoczyJeden plasterekStrefa martwa 125 kHzStrefa martwa 330 kHzKoło widzenia 125 kHzKoło widzenia 330 kHz
0,5 m3 m2,5 cm12 cm4,5 cm0,4 m0,12 m
5 m6 m5 cm13 cm4,8 cm4,1 m1,2 m
10 m18 m15 cm15 cm5,7 cm8,3 m2,5 m
20 m27 m23 cm20 cm7,5 cm16,6 m4,9 m
40 m46 m38 cm30 cm11 cm33 m9,8 m
Plasterek to najcieńsza warstwa wody, jaką sonda w ogóle rozdziela na osobne piksele. Strefa martwa to warstwa tuż pod kulą, w której nie zobaczysz nic.

Z tej tabeli wynikają dwie rzeczy, które psują humor.

Przy dziewięciu metrach obraz nagle traci połowę szczegółu. Woda przekracza 9 m, sonda musi przeskoczyć na zakres 18 m i te same 120 plasterków rozkłada na dwa razy dłuższy odcinek. Plasterek rośnie z 7,6 do 15 centymetrów, a połowa ekranu to woda, której tam nie ma.

Na szerokim torze przy 10 metrach koło widzenia ma ponad 8 metrów. Ryba pokazana na ekranie może stać cztery metry z boku. Zaczep trzy metry obok wygląda dokładnie tak samo jak ten pod łódką. Dopiero wąski tor zawęża to koło do dwóch i pół metra.

Pierwsze 0,8 metra pod Erchangiem to jego własne dzwonienie, a nie dno

Przetwornik zachowuje się jak dzwonek. Kiedy krzyczy i jeszcze chwilę po tym, jest głuchy, bo własne echo zagłusza mu wszystko.

I teraz rzecz kluczowa: sonda nie wie, gdzie kończy się jej własne dzwonienie. Odkrywa to za każdym razem od nowa. Po nadaniu impulsu czeka, aż sygnał spadnie poniżej progu, potem aż przestanie opadać, i dopiero pierwsze echo po tym oczekiwaniu ogłasza dnem.

W wodzie płytszej niż długość tego dzwonienia sonda mierzy więc koniec własnego wrzasku, a nie dno. W tym egzemplarzu wychodzi na tym uparte 0,8 metra, niezależnie od tego, czy wody jest 20 czy 50 centymetrów. Zmierzone na wodzie i zgodne z tym, jak sonda szuka dna.

Ekran Erchang Sonar przy 0,9 m i czułości 94 procent: dno prześwietlone na żółto
Płycizna przy czułości 94 procent. Wszystko pod linią dna wysycone na żółto, bo powyżej 90 procent próg w sondzie przestaje działać. Linia dna płynie od 1,1 do 0,6 metra, ale niżej niż 0,8 metra ta sonda nie zejdzie.

Kiedy Erchang mówi „ryba” i dlaczego na płytkiej wodzie nie powie tego nigdy

Detekcja ryby odbywa się w sondzie, nie w telefonie. Aplikacja bierze gotowy werdykt i rysuje ikonę. Cała lista warunków, po których sonda ogłasza rybę:

  • echo po korekcie jest głośniejsze niż próg zależny od czułości
  • cel jest co najmniej 0,61 metra nad dnem
  • cel jest głębiej niż 0,67 metra

To wszystko. Żadnej analizy kształtu, żadnego porównania z sąsiednim pomiarem, żadnego śledzenia celu między pingami. Decyzja zapada na pojedynczej próbce z pojedynczego pingu, dokładnie tak samo jak w kuli z poprzedniego odcinka.

Z dwóch ostatnich warunków wynika rzecz, o której nie mówi żadna oferta: w wodzie płytszej niż około 1,3 metra wykrycie ryby jest matematycznie niemożliwe, niezależnie od nastaw. Przy 1,5 metra okno detekcji ma 22 centymetry.

Do tego dochodzi korekta wzmocnienia z głębokością. Na pierwszych kilkudziesięciu centymetrach sonda odejmuje od echa około 200 przy skali sięgającej 255, żeby zdusić własne dzwonienie. Tam, gdzie i tak jest ślepo, robi się ślepo podwójnie.

Jest też pułapka dla kręcących czułość na maksimum. Tablica progów detekcji ma wpisy do 90 procent. Powyżej 90 czytane są zera, czyli próg znika i przechodzi wszystko, łącznie ze śmieciami. To nie jest najwyższa czułość, tylko wyjście poza tablicę. Sensowne maksimum to 85 do 90 procent.

Rozmiar ryby jest liczony z głośności echa w trzech przedziałach, a nie losowany jak w Lucky FF918. Tylko że głośność jest wcześniej korygowana zależnie od głębokości i nastawy czułości, więc ta sama ryba na dwóch różnych głębokościach dostanie dwa różne rozmiary. Liczba jest powtarzalna wyłącznie przy stałej głębokości i stałych nastawach.

Wniosek jest ten sam co w odcinku drugim i trzecim. Pływający liść, patyk, kożuch glonów, pęcherzyk powietrza, warstwa termiczna, zawieszona linka i czubek trawy wyższej niż 0,6 metra nad dnem: każde z tego dostaje ikonę ryby. A trawa niższa niż 0,6 metra od dna i kłoda leżąca na dnie nie mają na tym ekranie żadnej reprezentacji.

Ikony ryb albo obraz toni – w tej aplikacji nie da się mieć obu naraz

Aplikacja Erchang Sonar rzeczywiście rysuje echogram z prawdziwych pomiarów, a nie z gotowego obrazka jak sondy z poprzednich odcinków. I na tym koniec komplementów, bo to nie zasługa, tylko minimum: przy stożku 45 stopni i 120 plasterkach na cały zakres ten prawdziwy obraz i tak niewiele mówi.

Haczyk jest w tym, że przycisk z ikonami ryb robi dwie rzeczy naraz, a mówi o jednej. Włączenie ikon, czyli stan fabryczny po instalacji, dokłada warstwę z rybkami i jednocześnie każe wyczyścić z echogramu wszystko nad dnem: aplikacja znajduje pozycję dna, cofa się w górę dopóki sygnał jest silny, łagodnie wygaszając krawędź dna, i zeruje wszystkie pomiary powyżej.

Stąd ten charakterystyczny obraz: białe tło, kontur dna i rybki wiszące dokładnie tam, gdzie w echogramie był łuk. Nie ma trzeciej opcji, w której zobaczysz i jedno, i drugie.

Wyłącz ikony ryb, a dostaniesz pełny echogram z łukami, bo kasowanie toni przestaje działać. I tu druga rzecz warta wiedzy, którą widać dopiero na wodzie: łuk robi wszystko, co choćby lekko zdeformowało impuls. Liść, pęcherzyk, gałąź, czubek trawy, zawiesina po deszczu. Łuków jest wtedy dużo i to jest uczciwy obraz tego, co sonda słyszy, tylko nie należy go czytać jako spisu ryb.

Innymi słowy ikona ryby niczego nie dodaje. Zasłania dowód: zamiast łuku, który możesz sam ocenić, dostajesz werdykt sondy i wyczyszczone tło, na którym nie ma jak tego werdyktu sprawdzić.

Ekran aplikacji Erchang Sonar z włączonymi ikonami ryb: biała toń, dwie ikonki i prawdziwe echo dna z drugim odbiciem
Ekran z wody, ikony ryb włączone. Cała toń wyczyszczona do białego tła, dwie ikonki z podpisaną głębokością, a od 2,4 metra prawdziwe echo dna. Kliknij zrzut, żeby otworzyć go w pełnym rozmiarze.

Druga warstwa: czułość decyduje, ile słabych ech w ogóle przetrwa

Niezależnie od ikon, każdy z 120 pomiarów w kolumnie jest pomniejszany o 100 minus ustawiona czułość, a na koniec krzywa kontrastu zeruje wszystko poniżej 24. Te dwie rzeczy sumują się i decydują, co jeszcze zdąży się narysować, a co zniknie.

Czułość w aplikacjiOdejmowane od pomiaruPróg krzywej kontrastuIle musi mieć echo, żeby cokolwiek narysować
51 %492473 z 255
70 %302454 z 255
85 %152439 z 255
100 %02424 z 255
Przy niskiej czułości pierwsze giną najsłabsze łuki: drobna zawiesina, pojedyncze pęcherzyki, delikatna roślinność. Mocne echo dna i wyraźne cele przechodzą zawsze.

Sensowne ustawienie to ikony ryb wyłączone i czułość w okolicy 85 do 90 procent. Nie 100, bo powyżej 90 procent kończy się tablica progów detekcji w samej sondzie i przechodzą też śmieci.

W aplikacji leży gotowy, nagrany echogram, ale siedzi za kluczem trybu Simulator

W pliku aplikacji siedzi 43 200 liczb: równo 360 kolumn po 120 pomiarów, ładowanych do pamięci przy każdym starcie, jeszcze zanim cokolwiek podłączysz. Widać na tym pas powierzchni, kontur dna, łuki ryb i drugie odbicie. To wygląda jak nagranie z prawdziwego przetwornika i z pewnością nie jest pomiarem z Twojej wody.

Echogram odtworzony z pliku demo aplikacji Erchang Sonar, 360 kolumn po 120 pomiarów
Tak wygląda nagranie zaszyte w aplikacji Erchang Sonar, przepuszczone przez jej własną paletę kolorów. Piękny obraz, tylko że pochodzi z pliku, a nie z wody.

Materiał z takim plikiem w środku aż się prosi o zarzut, więc od razu odpowiadam na pytanie, które trzeba postawić: czy to nagranie potrafi trafić na żywy ekran zamiast pomiaru?

Nie potrafi. Jest odtwarzane wyłącznie w trybie Simulator, który użytkownik włącza osobnym przyciskiem, a w tym samym trybie przychodzące ramki nie są w ogóle rozbierane. Nie ma ścieżki, w której dane demo mieszają się z pomiarem albo podmieniają go przy słabym sygnale. Tyle uczciwości trzeba temu producentowi oddać.

Zostaje natomiast inny zarzut. Przycisk symulatora stoi na ekranie wyszukiwania urządzenia, tuż obok przycisku ponownego skanowania, więc łatwo w niego wejść, zanim cokolwiek się połączy, a na ekranie sonaru nic nie informuje, że to demo. Obraz z nagrania jest przy tym znacznie gęstszy niż to, co zobaczysz na wodzie w domyślnych ustawieniach, bo nagranie powstało bez kasowania toni. Ten sam plik nadaje się wprost na materiał reklamowy i podejrzewam, że stamtąd pochodzą efektowne zrzuty z aplikacji w ofertach sprzedaży.

Hasło 12345678 wspólne dla wszystkich egzemplarzy i zero parowania

Wersja Wi-Fi stawia własną sieć o nazwie zaczynającej się od ErchangFish. Hasło jest zaszyte w aplikacji na sztywno i brzmi 12345678. Jedno dla wszystkich egzemplarzy na świecie.

Sonda nasłuchuje pod stałym adresem, a całe uwierzytelnienie polega na tym, że telefon wysyła jeden krótki pakiet powitalny. Kto pierwszy go wyśle, ten dostaje strumień danych. Nie ma parowania, nie ma kodu, nie ma niczego. Będąc w zasięgu cudzej łódki jesteś w jej sieci.

Dla wędkarza to głównie ciekawostka, ale warto o niej wiedzieć, jeżeli na zawodach obok pracuje kilka takich samych zestawów.

Drobiazgi, których nie widać na ekranie

  • Suma kontrolna nie chroni obrazu. Jest sprawdzana dopiero po odesłaniu odpowiedzi i blokuje wyłącznie głębokość, rybę, baterię i temperaturę. Sto dwadzieścia pomiarów echa trafia dalej nawet z uszkodzonej ramki.
  • Wąski tor dostaje stałe podbicie amplitudy o 20. Fizycznie uzasadnione, bo 330 kHz zbiera mniej energii, ale to stały offset zamiast krzywej.
  • Ikona ryby zostaje na ekranie długo po tym, jak sonda przestała cokolwiek widzieć.
  • Zapis ustawienia połączenia jest dekoracją. Aplikacja zapisuje, którym protokołem rozmawiała sonda, przy starcie to odczytuje i natychmiast wyrzuca wynik. Przy każdym uruchomieniu zgaduje od nowa, przeskakując między wariantami co jakieś 2,8 sekundy, aż coś przyjdzie. Stąd kilka sekund czekania na pierwszy odczyt.
  • Krzywa kontrastu ścina dolne 9 procent skali. Uczciwy próg szumu, ale trzeba wiedzieć, że najsłabszych ech nigdy nie zobaczysz.

Sprawdź to sam, na swojej wodzie

  1. Wyłącz ikony ryb i podnieś czułość do 85 procent. Z włączonymi ikonami toń jest wycierana z obrazu, bez nich pojawiają się łuki. Ta sama woda, ta sama sekunda, a obraz zupełnie inny. Policz przy okazji, ile tych łuków jest, i porównaj z liczbą ikonek sprzed chwili.
  2. Wymuś 125 kHz, zrób zrzut ekranu, potem wymuś 330 kHz w tym samym miejscu i zrób drugi. Na wąskim torze łuków powinno być mniej, za to pewniejszych, bo koło niepewności kurczy się trzykrotnie.
  3. Wejdź na płyciznę poniżej metra. Zobaczysz uparte 0,8 m niezależnie od tego, ile tam naprawdę wody.
  4. Włącz Simulator i porównaj z tym, co widzisz na wodzie. To ten obraz krąży w ofertach.

Ocena: dwie gwiazdki na pięć, i nie da się tego naprawić aktualizacją

Co oceniamOcena
Sprzęt sondy: dwa tory 125 i 330 kHz, krótkie impulsy, porządny nadajnik★★★★☆4 / 5
Głębokość: powyżej metra porządna, poniżej metra nie ma czego szukać★★☆☆☆2 / 5
Aplikacja: echogram z pomiaru, ale albo ikony ryb, albo obraz toni★★☆☆☆2 / 5
Rozdzielczość obrazu: 120 pomiarów na cały zakres★☆☆☆☆1 / 5
Bezpieczeństwo: hasło wspólne dla wszystkich sztuk, brak parowania★☆☆☆☆1 / 5
Czy warto kupić to jako echosondę★★☆☆☆2 / 5
Dwie gwiazdki na pięć. Punkt dołożony za to, że echo dna jest prawdziwe razem z drugim odbiciem, a nie podmalowane teksturą jak w tańszych sondach. Na wodzie głębszej niż metr to poprawny głębokościomierz. Poniżej metra nie ma czego szukać: sonda mierzy koniec własnego dzwonienia zamiast dna, a ryby nie zgłosi tam w ogóle.

Powód tej oceny jest jeden i najważniejszy ze wszystkiego, co napisałem wyżej: 120 pomiarów na cały zakres to po prostu za mało. Przy 10 metrach wody jeden plasterek obrazu ma 15 centymetrów, przy 20 metrach już 23. Ryba, trawa i zaczep muszą się zmieścić w tak grubej warstwie, żeby cokolwiek znaczyły na ekranie.

To nie jest wada oprogramowania i żadna aktualizacja tego nie ruszy. Liczba binów jest zaszyta w sondzie, w formacie ramki nie ma nawet pola, które by ją deklarowało. Dwa tory nadawcze zawężają koło niepewności i to naprawdę pomaga, ale nie zmieniają grubości plasterka. Dla porównania: sondy, które rysują sensowny obraz struktury, pracują na kilkuset pomiarach na kolumnę i na wyższych częstotliwościach.

Podsumowanie – czego Erchang nie mówi wprost

  • Włączone ikony ryb kasują z obrazu całą toń. Zostaje białe tło, kontur dna i rybki tam, gdzie był łuk. Albo ikony, albo echogram, nigdy jedno i drugie.
  • Po wyłączeniu ikon łuk robi wszystko, co zdeformowało impuls: liść, pęcherzyk, gałąź, czubek trawy. Obraz jest uczciwy, ale to nie jest spis ryb.
  • Każde odbicie w toni może zostać rybą. Roślinność przy dnie i zaczepy nie mają żadnej reprezentacji.
  • Poniżej 1,3 metra wody ryba nie ma prawa się pojawić, a poniżej 0,8 metra sonda mierzy własne dzwonienie zamiast dna.
  • Rozmiar celu jest liczony, ale nieporównywalny między głębokościami i nastawami.
  • Przy dziewięciu metrach obraz traci połowę szczegółu, bo sonda przeskakuje na dwukrotnie większy zakres.
  • Na 10 metrach szerokim torem cel jest gdzieś w kole o średnicy 8 metrów. Wąski tor zmniejsza to koło do 2,5 metra.
  • Hasło Wi-Fi jest wspólne dla wszystkich egzemplarzy i nie ma żadnego parowania.

I druga strona medalu, bo należy się uczciwie: Erchang ma najlepszy sprzęt z całej trójki, którą do tej pory opisałem. Dwa prawdziwe tory nadawcze zgodne z kartą katalogową, krótsze impulsy niż w bezimiennej kuli, czyli mniejsza strefa martwa, przerwania wyłączane na czas nadawania, żeby nic nie rozjechało impulsu, porządnie mierzona głębokość powyżej metra i rozmiar celu liczony, a nie losowany.

Ekran Erchang Sonar przy 2,9 m: pusta toń, prawdziwe echo dna i drugie odbicie przy 6 m
Drugie odbicie dna. Głębokość 2,9 metra, a przy sześciu metrach widać echo, które przeleciało drogę dwa razy. Położenie zgadza się z podwojoną głębokością i to jest dowód, że dno na ekranie jest echem, a nie podłożoną grafiką.

I rzecz, którą trzeba wypunktować osobno, bo w tym cyklu jest wyjątkiem: dno na ekranie jest prawdziwym echem, razem z drugim odbiciem i strukturą pod dnem. Tańsze sondy z poprzednich odcinków podkładają w tym miejscu gotową teksturę, żeby wyglądało ładniej. Erchang tego nie robi i za to należy mu się punkt.

To jest zarazem najbardziej pouczający odcinek z dotychczasowych. W poprzednich sprzęt był słaby, a obraz dna był w całości rysunkiem. Tutaj sprzęt jest najlepszy z całej trójki i nie ma z tego pożytku. Fabrycznie obraz jest wycierany do białego tła z ikonkami, a po wyłączeniu ikon dostajesz wprawdzie prawdziwe echo, tylko rozmyte w plasterkach po 15 centymetrów i w kole o średnicy ośmiu metrów. Lepszy sprzęt, ten sam efekt na ekranie.

Jako głębokościomierz na wodzie głębszej niż metr Erchang działa i to jest cała jego wartość. Jako echosonda, czyli do oglądania dna, roślinności i ryb, nie warto wydawać na to pieniędzy: dwie gwiazdki na pięć i nie jest to złośliwość, tylko wynik liczb powyżej. Jeśli kupujesz go z myślą o obrazie struktury dna, kupujesz zrzut ekranu z trybu demo.

Czego nie sprawdzałem i o czym dlatego nie piszę: czy w kuli pracuje jeden przetwornik na dwóch długościach fali czy dwa osobne, realnej czułości na małe cele oraz porównania z markowym sprzętem na tej samej wodzie. Opisuję wyłącznie to, co udało się ustalić: co ta sonda wysyła i co aplikacja z tym robi.

Źródła i materiały do sprawdzenia

W następnym odcinku: zestaw z własnym ekranem, bez telefonu i bez aplikacji. Wygląda najpoważniej z całej stawki. Sprawdziłem, co naprawdę przychodzi tam z wody i ile z tego, co widać na ekranie, jest pomiarem.

Na jakim sprzęcie i na jakiej podstawie to badam

Obserwowanie, badanie i testowanie działania programu w celu poznania jego zasad jest dozwolone dla osoby, która legalnie weszła w posiadanie urządzenia: art. 75 ust. 2 pkt 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, będący wdrożeniem art. 5 ust. 3 dyrektywy 2009/24/WE. Odczyt transmisji dotyczył wyłącznie mojego własnego nadajnika i mojego własnego odbiornika. Nie publikuję kodu źródłowego, zrzutów pamięci, kluczy ani narzędzi pozwalających skopiować cudze oprogramowanie – wyłącznie wnioski o tym, co sprzęt mierzy, a czego nie mierzy.

Nazwy i znaki towarowe należą do ich właścicieli i użyte są wyłącznie w celu identyfikacji badanego sprzętu, w ramach analizy krytycznej i prawa do informacji. Zdjęcia z ofert sprzedaży wykorzystano w tym samym celu. Jeżeli producent lub sprzedawca uważa, że któryś z wniosków jest błędny, chętnie powtórzę pomiary na wskazanym egzemplarzu i opublikuję sprostowanie.

Tak to u nas działa: zanim cokolwiek trafi do naszych łódek, przechodzi przez ten stół. A jak coś nie przejdzie – mówimy o tym głośno, nawet jeśli akurat nikt tego nie chce słyszeć.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz